czwartek, 19 grudnia 2013

Poranna kawa, czyli krótko o nocy z NBA

Paul George i LeBron James 
Zaczynamy przygodę z blogowaniem o mojej ulubionej lidze jaką jest Amerykańska NBA.
Witam wszystkich, postaram się prowadzić cykl artykułów właśnie pod nazwą 'Poranna kawa, czyli krótko o nocy z NBA', jednak nie będzie on pisany codziennie ponieważ trzeba też żyć i zarabiać a jako że pracuje na dwie zmiany czasami nie będę w stanie opisać wydarzeń zza oceanu za co z góry przepraszam. Zapraszam wszystkich do obserwowania mojego bloga, typowania ze mną oraz czytania moich analiz meczy jak i po prostu sytuacji związanych z ligą. Tak więc zaczynamy! ;-)

Miami Heat (19-6) 97:94 Indiana Pacers (20-5)

Nie można zacząć relacji z poprzedniej nocy od innego spotkania niż dwóch najlepszych zespołów Konferencji Wschodniej. W tym meczu zobaczyliśmy wszystko czego tylko chce kibicowskie oko, walkę, faule, straty, nawet LeBrona który o mały włos nie pobił się z Mario Chalmersem na ławce rezerwowych.

Od samego początku prowadzili goście z Indiany i po tym jak do przerwy byli +11 wydawało się że zwyciężą i pewnie tak by było gdyby nie jedno ale, grali z obecnymi mistrzami ligi których prowadzi LeBron James w dodatku na ich parkiecie. Heat wygrali trzecią kwartę sześcioma punktami a w ostatniej zapewnili sobie zwycięstwo zwyciężając 8 oczkami a cały mecz 97-94.
Warto pamiętać że był to pojedynek dwóch głównych kandydatów do miana MVP w tym roku, Paul George i LeBron James zaliczyli dobre występy i ich pojedynek uznał bym za remis. 1 punkt więcej po stronie lidera Indiany za to w zbiórkach i asystach lepszy był LeBron. Cóż rewanż za ostatnią porażkę udany, czekamy na więcej takich meczy!

                                 
źródło: espn.go.com


Atlanta Hawks (14-12) 124:107 Sacramento Kings (7-17)

Mecz który wybrałem na wczorajszą noc do typowania, od początku spotkanie było zacięte i żadna z drużyn nie mogła zdobyć bezpiecznej przewagi, udało się to dopiero Hawks którzy wygrywając ostatnią kwartę 39-20 zapewnili sobie zwycięstwo w meczu a Kyle Korver rzucił 95 trojkę w kolejnym meczy z rzędu tym samym kontynuując swoją fantastyczną serię. Rudy Gay dwoił się i troił zdobywając 22 punkty przy ponad 60% skuteczności jednak nie udało mu się poprowadzić swojego bądź co bądź nowego zespołu do wygranej.
Typ: Atlanta Hawks -5.5 @ 1.72 + 0.72j

Orlando Magic (8-18) 124:107 Utah Jazz (7-21)

Orlando musiało sobie radzić w tym meczu bez swojego asa Arrona Afflalo i jak widać po wyniku nie poradzili sobie. Fantastyczny mecz w barwach Jazz rozegrał Trey Burke który zdobył 30 punktów notując przy tym 8 asyst i poprowadził swój zespół do siódmej wygranej z rzędu. W Magic mecz z podwójną zdobyczą zakończył Nikola Vucevic notując 14 zbiórek i 14 punktów.

Toronto Raptors (9-14) 102:104 Charlotte Bobcats (12-14)

Mecz z cyklu tych których się nie typuje co najlepiej pokazuje fakt iż spotkanie rozstrzygnęła dopiero dogrywka, pojedynek 6 z 8 ekipą Wschodu. Toronto Raptors po oddaniu Gay'a radzą sobie całkiem nieźle, śmiem nawet rzec że lepiej niż z nim. 30 punktów DeRozana dla Raptors i 29 Lowryego dla Bobcats były najwyższymi zdobyczami tego spotkania. Game-winner Kemby Walkera zapewnił Bobcats umocnienie się w pierwszej ósemce.

Boston Celtics (12-15) 102:104 Detroit Pistons (13-14)

Kolejny mecz którego lepiej było nie tykać jeśli chcemy typować dwu-drogowo zwycięzce meczu. Boston o których mówiono że będą nikim bez Rondo zajmuje obecnie czwartą pozycję na Wschodzie i wcale nie wygląda na to by mieli tankować jak to wiele osób sugerowało. Pistons zaledwie jedną pozycje gorsi od Celtów. Gdyby na 41 sekund przed końcem Sullinger trafił drugiego osobistego mielibyśmy remis a tak, kolejna już porażka Celtów z resztą 3 w ostatnich 5 meczach. Najlepsi w spotkaniu byli  Brandon Jennings (28 Pts, 4 Reb, 14 Ast, 1 Stl) oraz  Jared Sullinger (19 Pts, 8 Reb, 4 Ast, 1 Stl).

Brooklyn Nets (9-16) 102:104 Washington Wizards (11-13)

Widząc ten mecz wczoraj około południa byłem skłonny iść w stronę winu Nets, wydawało się że gdy wróciła już większość graczy nie będą mieć problemu z pokonaniem we własnej hali na Brooklynie którzy przegrali 4 z ostatnich 5 spotkań wygrywając jedynie ze słabiutkimi Knicks, jednak pomyliłem się. Marcin Gortat i spółka pozwolili chłopakom Kidd'a na wygranie zaledwie jednej kwarty dwoma punktami i była to ostatnia część meczu. Polak zaliczył double-double w tym spotkaniu notując 10 punktów i 10 zbiórek, duży udział w wygranej miał rezerwowy Nene który w 23 minuty zanotował 17 oczek. W drużynie 'dream-team' z Brooklynu najlepszy był rezerwowy Paul Pierce który w 35 minut zdobył 27 punktów trafiając 10 na 12 rzutów z gry. Nie wiem ile będzie trzeba jeszcze czekać na prawdziwe przebudzeni się drużyny z Williamsem, Lopezem, Garnettem i Piercem w składzie i czy w ogóle kiedykolwiek to nastąpi..

Milwaukee Bucks (5-20) 101:107 New York Knicks (8-17)

O tym meczu krótko ponieważ spotkania tych zespołów nie są w tym sezonie warte uwagi. 15 i 12 drużyna słabego w tym roku Wschodu zmierzyły się w Milwaukee, można by w ogóle nie opisywać tego meczu gdyby nie 2 dogrywki i 36 punktów oraz 9 zbiórek Brandona Knight'a. Lepsi w meczu 'na szczycie' okazali się Knicks jednak nie sądzę by od tego meczu zaczęli swój marsz w górę tabeli.

Minnesota Timberwolves (13-13) 120:109 Portland Trail Blazers (22-5)

Kolejny rodzynek tej nocy, mecz drużyny którą darzę pewnym sentymentem czyli Wolves z DRUGĄ, tak nie pomyliłem się drugą drużyną konferencji zachodniej czyli Lillardem i jego Portland. Mecz miał być zacięty, miało być pełno walki i wiele punktów, zgodziło się tylko to ostatnie. Minnesota jak na nich przystało odskoczyła już w pierwszej kwarcie wygrywając ją 9 punktami by tuż przed 4 kwartą mieć meczy już rozstrzygnięty prowadząc 20 punktami. Mimo wielkiej formy PTB byłem przekonany że tym razem ulegną w Minnesocie, dla PTB był to już 4 mecz z rzędu na wyjeździe w przeciągu 5 dni, już we wcześniejszym meczu męczyli się strasznie by ostatecznie wygrać 3 punktami w Cleveland z tamtejszymi Cavs. Zmęczenie wzięło górę i Kevin Love (29 Pts, 15 Reb, 9 Ast, 1 Stl) poprowadził swój team do 13 wygranej w tym sezonie. Najlepszy w drużynie Portland był jak zwykle ostatnio Damian Lillard notując (36 Pts, 6 Reb, 6 Ast, 3 Stl, 1 Blk) jednak tym razem musiał zejść z parkietu pokonany.

Dallas Mavericks (15-10) 105:91 Memphis Grizzlies (10-15)

Memphis bez Conleya i Gasola to nie ten sam zespół co potwierdził kolejny mecz tym razem z Mavs. Dallas mając w składzie zdrowych Ellisa i Nowitzkiego są w stanie rywalizować praktycznie z każdym a co dopiero z osłabionym Grizzlies. Pewne 14 punktowe zwycięstwo i szósta pozycja Dallas na zachodzie. natomiast dla niedźwiadków to już piata porażka z rzędu. Trener gospodarzy pozwolił w tym meczu zagrać aż 13 zawodnikom a jego zespół zagrał na poziomie 54% z gry. Dopóki nie wrócą Conley i Gasol Memphis nie ma co marzyć o wygranych.

Phoenix Suns (14-10) 101:108 San Antonio Spurs (20-5)

Mecz gorących jak nigdy słońc z ostrogami zapowiadał się bardzo ciekawie, Spurs przystąpili do tego meczu bez swojego lidera Tonego Parkera co zwiększało szanse zespołu z Phoenix na wygraną. Drużyna Grega Popovicha wygrała to spotkanie siedmioma punktami lecz nic tego nie zapowiadało po pierwszej kwarcie przegranej 29-34. Francuza w ekipie z San Antonio świetnie zastąpił rezerwowy Manu Ginobilli który zaliczył świetny występ notując statystyki na poziomie 24 Pts, 6 Reb, 7 Ast, 2 Stl. Można rzec że mecz dla gości wygrała ich ławka która w sumie zdobyła 58 punktów w porównaniu do 29 rezerwowych Suns. Tonego Parkera zabraknie również w kolejnym spotkaniu wyjazdowym z Golden State Warriors, ciekawe jak tym razem poradzą sobie gdyż do składu GSW wrócił juz Iguodala a Curry jest w genialnej formie. Szkoda, bo pojedynek Parkera z Currym był by na pewno bardzo ciekawym do obejrzenia.

Houston Rockets (17-9) 109:94 Chicago Bulls (9-15)

Chicago bez Rose'a, Houston już z Hardenem. Mecz jak i wynik bez niespodzianek, łatwe zwycięstwo rakiet u siebie i kolejna porażka Bulls. 4 kwarta w tym spotkaniu była już formalnością gdyż po 3 częściach gry Rockets prowadzili 17 punkatmi. Kolejny dobry występ Howarda który był bliski double-double notując 23 Pts, 9 Reb, 1 Stl, 1 Blk, honor drużyny z Chicago próbował ratować Luol Deng zdobywając 18 Pts, 5 Reb, 4 Ast, 1 Stl jednak piętnasta już porażka Bulls w tym sezonie stała się faktem. Kolejny sezon rozpoczynany z wielkimi nadziejami które rozwiała już chyba kolejna kontuzja Derricka Rose'a, Quo Vadis Chicago?

Los Angeles Clippers (18-9) 108:95 New Orleans Pelicans (11-13)

Na koniec mecz konferencji zachodniej w Los Angeles gdzie miejscowi Clippers pokonali Pelicans 108:95. Mecz od początku toczył się pod dyktando drużyny Chrisa Paula a on sam zanotował dobry występ notując kolejne już w sezonie double-double. Pelicans z Evansem i Davisem w składzie przegrali już 3 mecz z rzędu a teraz czeka ich kolejny ciężki wyjazd tym razem do gorącego Portland co nie wróży im przerwania tej złej serii. Najlepszy w drużynie z Nowego Orleanu był Davis notujący 24 Pts, 12 Reb, 3 Stl, natomiast w Clippers rządził i dzielił Jordan który zakończył mecz ze zdobyczą 14 Pts, 20 Reb, 5 Bl, warto podkreślić że 5 z 20 zbiórek DeAndre zaliczył pod koszem rywali.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz